OGRODNIK EMIL


Odkąd wyprowadziliśmy się z hałaśliwej i dusznej dzielnicy Warszawy, prosto do lasu, nasze życie zmieniło się o 180 stopni.
Przyznaję, zrobiliśmy to specjalnie dla Emila, tak, aby miał kontakt z przyrodą a jego życie było bardziej "sensoryczne". Życie, podobne do tego, jakie ja miałam u babci, która miała duży ogród i piękne tereny dookoła.To życie było magiczne i pełne zachwytu nad prostymi rzeczami.
Bytowanie w sterylnym bloku oraz takie atrakcje jak: przesypywanie piasku łopatką w nagrzanej słońcem piaskownicy, czekanie w kolejce do huśtawki na placu zabaw  czy narażanie się na krzywe spojrzenia sąsiadów, podczas gdy Emil uczył się chodzić na równiutkim trawniku, już za nami :)

Teraz " Las wzywa nas" a zakładanie ogródka z rodzicami to najwspanialsza przygoda.

Piaskownica i plac zabaw nie jest nam potrzebny. A co jest nam potrzebne?
Góra piachu [ pozostała z budowy domu ] do wyznaczania przejścia lub trasy, dziura wykopana w ziemi z podłączoną podlewaczką, wąż ogrodowy z tysiącem i jedną zabawą wodną, kałuża i system nawodnień oraz zabawy w błocie, rozciąganie włóczki między drzewami, zakładanie własnych mini ogródków w czym się da, budowa szałasów, domków, wspinaczki nadrzewne, układanie mandali z kwiatów, malowanie sokami z roślin, tkanie roślinami, sianie i pielęgnacja trawy, przejażdżki taczką z tatą i wiele, wiele innych, wynikających z otoczenia zabaw, tak pasjonujących i rozwijających dla dziecka.




Czasami inspiruję Emila swoimi pomysłami, proponuję konkretne działania, najczęściej jednak, to Emil sam wymyśla swoje zajęcia i demonstruje zaskakujące efekty.

Mamo, będę miał zapach dzieciństwa.

Ważną dziedziną zabawy jest kuchnia plenerowa.


Zrywanie roślin z pobliskiej łąki i przerabianie ich na "przetwory" a przy okazji poznawanie nazw i zastosowań [ często zrywamy zioła ] daje mnóstwo satysfakcji nie tylko Emilowi, ale także dzieciom, które go odwiedzają. Idealnie byłoby, gdyby każde przedszkole miało taka kuchenkę, która zapewniłaby mnóstwo ciekawej i sensorycznej zabawy.
Ostatnio jednak "na topie" jest sianie i sadzenie roślin.
Rodzinnie zakładamy pierwszy w życiu ogródek i daje nam to mnóstwo radości.



Czytamy, pytamy, planujemy i sadzimy. Powolutku rozgryzamy zagadkę uprawy własnych warzyw, kwiatów i drzew. To daje mnóstwo satysfakcji i scala całą rodzinę ponieważ pracujemy wszyscy a każdy ma do wykonania swoje zadanie. Kontakt z ziemią i roślinami działa oczyszczająco a na Emila inspirująco.
Codziennie jesteśmy też bombardowani ilością pytań na temat roślin uprawnych, ziemi, nawożenia, owadów a nawet ropy naftowej ;)
Emil sieje i sadzi co i gdzie się da.




Z niecierpliwością oczekujemy pierwszych zbiorów. Emil, codziennie rano wychodzi do ogródka i podjada pierwsze kiełki rzodkiewki, dogląda swoich ogródków, cieszy się z pierwszych roślin.


Oby ślimaki nie zjadły nam plonów ;)

Share this:

, , ,

CONVERSATION

12 komentarze:

  1. Baaardzo bym tak chciała ... aby moje dzieci mogły wybiegać przez taras boso - prosto do własnego ogrodu, nie wąchać spalin ... a jedynie zapach krzewów kwiatowych i bylin rabatowych ..., nie słuchać szumu pobliskich ulic a jedynie szum sąsiadującego lasu ... chciałabym ... Piszę to ja - mieszkanka (póki co) dusznej dzielnicy Warszawy... Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baaaaardzo życzę Wam, aby Wasze marzenia się spełniły !
      Pozdrawiamy z lasu pachnącego żywicą ;)

      Usuń
  2. Wspaniała decyzja i życie przygodowe :)
    Szkoda, że my nie mamy dostępu do takich przestrzeni. Kuchnia plenerowa to jest hit! Wychowałam się na takiej kuchni wakacyjnej, i długo mi nie przechodziło ;-) Tak było u babci, gdzie razem z nią sadziłam świerki, słoneczniki, łubin i nasturcje... Wspomnienia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie....wspomnienia i doświadczenia " z własnego podwórka" - skarby dzieciństwa :)

      Usuń
  3. gratuluję i zazdroszczę . Moje dzieci muszą wychowywać się w bloku, i myślę ze jeszcze 2-3 lata tak będzie. Mam bardzo podobną wrazliwość do waszej i dlatego robię co mogę, by nie odczuły tak bardzo "blokowego zycia", na szczęście tuz obok jest las w którym przesiadujemy całymi dniami, sadzimy, kopiemy i siejemy, w doniczkach i nie tylko - cóz z tego kiedy to nie własny ogródek, zamiast ogródka musi wystarczyć kilka nasionek zasianych tu i ówdzie, zamiast basenu miska wody "przytaszczonej" przez mamę w 5 butelkach..a i spojrzeń pełnych zdziwienia i cichego wyśmiewania nie brakuje
    Z niecierpliwością czekamy na wakacje u babci na wsi z prawdziwym ogrodem pełnym tego wszystkiego co tak upragnione..taka osłoda cięzkiej codzienności

    Pozdrawiam i owocnych plonów zyczę :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam za Was kciuki, aby Wasze marzenia o życiu bliżej natury spełniły się jak najszybciej. Z tego co opisujesz to bardzo dobrze sobie radzicie na ugorze blokowym!!!
      Nie dajcie się podśmiewujkom - róbcie swoje , jest nas więcej :)

      Usuń
    2. szczęście w nieszczęściu ze to nie Warszawa czy inne wielkie miasto i choc nie jest łatwo to okolica osiedla jest ok. jest się gdzie schować i na kilka godzin odciąć się od blokowego koszmaru
      I dlatego kocham wasz blog , tyle inspiracji do zabawy, które wykorzystujemy nawet jeśli trzeba wziąć ze sobą sporo rekwizytów
      dziękujemy i prosimy o więcej

      Usuń
    3. Kasia - obiecujemy więcej !
      To wielka radość spotkać [ przynajmniej wirtualnie ] pokrewnie myślące dusze.
      Bawcie się i żyjcie radośnie!
      Dużo słonka :)

      Usuń
  4. Ja też wącham na codzień Warszawę, ale już niedługo.... Czeka działka jednej babci, czeka działka drugiej babci ( na wsi zabitej dechami), więc będziemy się oswajać z zielonym. Emil wygląda już na profesjonalnego botanika.I ma w oczach błysk odkrywcy:-)Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapach Warszawy :)) Zdecydowanie wolimy zapach zieleni :)
    Macie w czym wybierać- będzie przygoda.
    Emil - tak, ma błyski w oczach, prawdziwe "Pieruny".
    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze zanim pojawiły się dzieci namówiłam męża na wyprowadzkę na wieś. Cały czas zmagamy się z finansowymi konsekwencjami tej decyzji ale nie żałujemy. W tym roku moja starsza córka (5 lat) założyła swój pierwszy w życiu warzywniak a właściwie warzywniaczek (ja na jakiś czas zrezygnowałam z uprawy) i tez codziennie przygląda się jak wschodzą rzodkiewki, koperek i kilka innych warzyw. A gotowanie "zupy" z różnych chwastów, wody i piachu to u nas codzienność.

    Wszystkim marzącym o porzuceniu miasta życzę wytrwałości i spełnienia marzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konsekwencji tych lepszych i gorszych jest mnóstwo, ale uważam ze zdecydowanie warto!
      Popieram :)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...